Jak tłumacze tworzą prawo unijne na przykładzie pojęcia przedsiębiorstwa w prawie pomocy publicznej

Piotr Semeniuk
Dodane przez Piotr Semeniuk Kwiecień 25, 2014 13:05

Jak tłumacze tworzą prawo unijne na przykładzie pojęcia przedsiębiorstwa w prawie pomocy publicznej

W dzisiejszym wpisie temat tylko z pozoru lekki, ale w praktyce prawniczej niezmiernie istotny i, co ważniejsze, nieczęsto poruszany. <strong>Będzie o roli tłumaczy w tworzeniu i obowiązywaniu prawa unijnego w Polsce na przykładzie moich ostatnich potyczek z pojęciem „przedsiębiorcy” lub „przedsiębiorstwa” w unijnym prawie pomocy publicznej. Często bowiem błąd lub niekonsekwencja w tłumaczeniu unijnego aktu prawnego na język polski może spowodować niepotrzebne komplikacje interpretacyjne.

Zacznijmy może od tego, że językami oficjalnymi UE są wszystkie języki Państw Członkowskich, w tym również język polski. Akty prawne UE, takie jak np. rozporządzenia Komisji lub Rady, są więc publikowane w Dzienniku Urzędowym UE również w języku polskim. W teorii ciężko w ogóle mówić o tłumaczeniu aktów unijnych na język polski, gdyż nowe prawo unijne jest publikowane w tym samym momencie we wszystkich językach oficjalnych UE – tak angielskim, francuskim, jak i polskim. W praktyce oczywiście projekty aktów prawnych, czy to te przygotowywane w Komisji czy to w Radzie, powstają w języku angielskim, potem tłumaczone są na inne języki oficjalne (w tym na polski), a na koniec następuje multilingualna publikacja.

A teraz o moich ostatnich potyczkach z pojęciem „przedsiębiorstwa” w unijnym prawie pomocy publicznej.

Art. 107 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) mówi o pomocy publicznej udzielanej „przedsiębiorstwom”. W angielskiej wersji TFUE znajdziemy, charakterystyczny również dla unijnego prawa antymonopolowego, termin „undertaking”. To bardzo istotne, ponieważ użycie w TFUE terminu „undertaking” („przedsiębiorstwa”) pozwala odwołać się w interpretacji tego pojęcia (a więc w określeniu tego, kto jest beneficjentem pomocy) do orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z zakresu spraw antymonopolowych. Powyższe orzecznictwo mówi z kolei, że ocena tego, kto lub co jest „przedsiębiorstwem”, na potrzeby przepisów o pomocy publicznej, powinna być funkcjonalna i bez znaczenia jest dla tej analizy forma prawna (np. forma spółki).

Europejskie prawo pomocy publicznej to jednak nie tylko Traktat ale również odpowiednie akty wykonawcze. Jednym (jeżeli nie najważniejszym) z takich aktów są rozporządzenia Komisji Europejskiej dotyczącej tzw. pomocy de minimis określające progi poniżej których pomoc publiczna udzielana przedsiębiorcom („przedsiębiorstwom”?) nie musi podlegać notyfikacji do Komisji Europejskiej. Do niedawna pomocy de minimis dotyczyło Rozporządzenie Komisji Europejskiej z 2006 r. (nr 1998/2006). Angielski tekst tego rozporządzenia również posługiwał się pojęciem „undertaking”, natomiast w polskim „tłumaczeniu” autorzy użyli nie, jak w Traktacie, terminu „przedsiębiorstwo” ale terminu „podmiot gospodarczy”. Skąd tłumacz wziął ten termin („podmiot gospodarczy”) – nie wiadomo, ale jego obecność powodowała szereg wątpliwości interpretacyjnych. Przede wszystkim na bazie Rozporządzenia de minimis 1998/2006 nie wiadomo było, czy przy interpretacji pojęcia „podmiotu” gospodarczego można odwołać się do antymonopolowego orzecznictwa ETS definiującego termin „przedsiębiorstwo”, a w konsekwencji nie do końca jasne było kiedy przedsiębiorcy („przedsiębiorstwa”, „podmioty gospodarcze”) otrzymać mogą „nienotyfikowalną” pomoc publiczną w określonej wysokości. „Błąd” „tłumaczy” został naprawiony dopiero w grudniu zeszłego roku, kiedy to zostało wydane nowe rozporządzenie de minimis (nr 733/2013), tym razem posługujące się już terminem „przedsiębiorstwo” (a w wersji angielskiej, niezmiennie, terminem „undertaking”).

Na koniec jeden wniosek oraz jedno pytanie do czytelników.

Wniosek: w dobie ekspansji prawa Unii Europejskiego niezmiernie ważna jest rola tłumaczy (w tym tych na język polski) rezydujących gdzieś w Strasburgu lub Brukseli. Śmiem nawet twierdzić, że niejeden tłumacz zatrudniony przez UE ma większy wpływ na obowiązujące w Polsce prawo niż demokratycznie wybrany poseł.
Pytanie: Kłopoty z różnymi wersjami językowymi unijnych aktów prawnych rodzą nowe dylematy dla wykładni prawa i jej reguł. Jaką wykładnię można zastosować w opisanej przeze mnie wyżej sytuacji? Co, jeżeli Traktat (unijny akt wyższego rzędu) posługuje się (jak w omawianym przykładzie) w języku angielskim terminem A1, a w języku polskim terminem A2, natomiast rozporządzenie „wykonujące” Traktat w języku angielskim używa, tego samego co Traktat, pojęcia A1, natomiast w języku polskim pojawia się nowe pojęcie B2? Czy można powiedzieć, że wykładnia pojęcia B2 powinna być identyczna jak wykładnia pojęcia A2? Czy, można dokonując wykładni polskich „tłumaczeń” unijnych aktów prawnych, odwołać się do ich angielskojęzycznej treści? A może należy odwołać się też do francuskich i niemieckich „tłumaczeń”? Jaki jest w związku z powyższym status tzw. języków roboczych UE (poza angielskim, również niemiecki i francuski) w wykładni niekonsekwentnych „tłumaczeń” na inne oficjalne języki takie, jak język polski?

Sądzę, że powyższe wątpliwości mogą dać asumpt do niejednego ciekawego artykułu z teorii prawa, do czego czytelników i, szerzej, akademików prawa serdecznie zachęcam.

Piotr Semeniuk
Dodane przez Piotr Semeniuk Kwiecień 25, 2014 13:05
Napisz komentarz

Brak komentarzy

Co o tym myślisz?

Bądź pierwszą osobą która doda komentarz do artykułu.

Napisz komentarz
Zobacz komentarze

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Wymagane pola oznaczone są*

Wydarzenia

No events found